Lubisz piwo? Doskwiera ci uczucie, że w sklepach do nabycia są tylko produkty o płytkim i niemalże identycznym smaku? Znudziły ci się piwa typu pils i masz ochotę spróbować czegoś nowego? Być może rozwiązaniem będzie warzenie własnego piwa?
Warzenie piwa nie jest na pewno proste, ani łatwe. Wymaga wiedzy, doświadczenia i sporo czasu. Mimo wszystko jednak staje się w naszym kraju coraz bardziej popularne. W Szczecinie w pubie Pivaria cyklicznie odbywają się spotkania piwowarów domowych, którzy chętnie dzielą się wiedzą i prowadzą pokazy warzenia piwa. Takie imprezy to doskonały sposób by wkręcić się w ten temat. W necie znaleźć można kilka forów dotyczących warzenia piwa, oraz sklepów dla piwowarów domowych, więc start wcale nie musi być trudny.
Jeżeli jednak warzenia piwa to za duże wyzwanie jest jeszcze ratunek. Małe, lokalne browary przeżywają ostatnio prawdziwy renesans. Coraz bardziej powszechne stają się także browary restauracyjne, gdzie prócz zobaczenia jak produkowane jest piwo można także raczyć się tym zacnym trunkiem. Zaczynają także powstawać specjalistyczne sklepy gdzie można kupić piwa z całego świata i w praktycznie każdym gatunku.
Polecam wszystkim próbowanie nowych piw i poszukiwanie swojego ulubionego gatunku.
Nie wiesz od czego zacząć? Przejrzyj recenzje z bloga Teraz piwo!
Zainteresowany piwem domowym? Poczytaj piwolog – blog o piwie domowym.
1 litr domowego przecieru pomidorowego (można zastąpić np. sokiem pomidorowym)
Cebulę drobno siekamy. W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę oraz przyprawy. W takiej wersji danie jest dość łagodne, więc spokojnie można dodać większą ilość przypraw. Podsmażamy kilka minut. Zalewamy przecierem pomidorowym, dodajemy ryż i soczewicę. Gotujemy ok 45 minut., aż ryż będzie miękki. Często mieszamy. Jeśli potrawa zacznie przywierać do dna garnka dolewamy trochę wody. Na koniec dodajemy zielony groszek i przez chwilę gotujemy wszystko razem.
Z Ziutem ostatnio zdrowo się odżywiamy. Zostaliśmy też fanami pełnego zboża i wyrobów z takowego. Na pierwszy front poszły naleśniki z mąki orkiszowej i wyszły całkiem dobre. Niestety zapomnieliśmy o zdjęciach. Dzisiaj wpadłem na pomysł by zużyć resztę mąki i spróbować zrobić muffinki.
Składniki:
2,5 szklanki mąki orkiszowej (u mnie typ 2000)
150g masła
1,5 szklanki mleka
2 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki cukru
paczka suszonej żurawiny
opcjonalnie: płatki migdałów
Żurawinę najpierw zalać wrzątkiem i zostawić na trochę. Masło roztopić i także pozostawić by trochę przestygło. Potem już tradycyjnie: mieszamy suche z suchym, mokre z mokrymi, na koniec wszystko razem i gotowe. Wypełniamy foremki do 2/3 ciastem i pieczemy 15-20 minut w temperaturze 200°C. By trochę podrasować wygląd babeczek można je posypać na wierzchu płatkami migdałowymi.
około 1 kg różnych suszonych owoców (jabłka, gruszki, śliwki, morele, figi, żurawina, rodzynki itp.)
2 duże cytryny
3 łyżki cukru (lub więcej według uznania)
laska wanilii
łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej
ok 10 goździków
łyżeczka cynamonu
Owoce wybieramy według uznania. U mnie w tym roku było 25% jabłek, 25% śliwek, a pozostałe 50% to morele, figi, daktyle, żurawina i rodzynki. Dzień przed gotowaniem kompotu owoce wkładamy do dużego garnka i zalewamy wodą, tak żeby dobrze przykryła owoce. Moczymy przez noc. Następnego dnia dodajemy przeciętą wzdłuż na pół laskę wanilii, goździki, cynamon, skórkę pomarańczową oraz cukier. Cukru lepiej dodać mniej na początku, bo same owoce dają dużo słodyczy. Gotujemy wszystko razem około 15 minut. Dodajemy sok z 2 cytryn. Jeśli potrzeba dosypujemy więcej cukru. Można podawać przecedzony lub z dodatkiem owoców – jak kto lubi Owoce, których nie zjemy mielę w maszynce na pyszną marmoladę (nie trzeba już nic dodawać) i przechowuję w słoiczkach. Można jej użyć do ciast i ciasteczek, naleśników oraz innych deserów.
Przygotowania świąteczne trwają w najlepsze. W międzyczasie trzeba też coś zjeść, dlatego dziś proponuję szybką fasolkę w sosie pomidorowym
Składniki:
4 cebule
1 marchewka
2 puszki białej fasoli
puszka pomidorów
kartonik sosu pomidorowego
łyżeczka majeranku
łyżeczka ostrej papryki
sól
pieprz
olej
Cebulę drobno kroimy. Podsmażamy na oleju. Marchewkę ścieramy na tarce lub kroimy w drobną kostkę. Dodajemy do cebuli i smażymy razem. Następnie dodajemy pomidory. Gotujemy aż będą miękkie i dadzą się łatwo rozgnieść. Dodajemy odsączoną fasolę i sos pomidorowy. Przyprawiamy.
Jeśli mamy ryż do sushi, gotujemy go zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jeśli używamy zwykłego ryżu, przygotowujemy go w taki sposób.
Mieszamy wodę, ocet i mąkę na gładką masę. Posłuży do usmażenia na głębokim tłuszczu małych chrupków. W garnku rozgrzewamy dużą ilość oleju. Łyżeczką nabieramy masę. Wrzucamy ją małymi porcyjkami na olej i smażymy na brązowy kolor. Oleju musi być tyle, żeby chrupki swobodnie pływały. Wyławiamy je metalowym sitkiem. Kładziemy na talerzu, wyłożonym ręcznikiem papierowym, żeby odsączyć nadmiar oleju. Szczypiorek kroimy na małe kawałeczki.
Mieszamy chrupki ze szczypiorkiem i łyżką sosu sojowego. Następnie mieszamy z lekko przestudzonym ryżem.
Teraz lepimy onigiri. Zwilżamy ręce wodą. Nabieramy porcję ryżu trochę mniejszą od zaciśniętej ręki. Lewą dłoń trzymamy płasko, a prawą układamy w daszek. Obracamy porcję ryżu w dłoniach i dociskamy z trzech stron – w ten sposób formujemy ryż w charakterystyczny trójkącik. Można też użyć folii spożywczej jak na filmiku. Na koniec do każdego trójkącika przyklejamy pasek nori. Nori można z łatwością pociąć nożyczkami lub ostrym nożem.
Japoński ryż ma krótkie ziarna, a po ugotowaniu staje się klejący. Jednak nie trzeba koniecznie używać specjalnego ryżu, żeby przyrządzić sushi czy onigiri. Można również użyć zwykłego. Podam tu tylko proporcje składników, a dokładna ilość będzie zależała od tego co i ile chcecie przygotować.
1 część ryżu
1,5 części wody
Najlepiej użyć najzwyklejszego ryżu (tego pakowanego po 1 kg). Zalewamy ryż wodą, mieszamy i wylewamy wodę – postępujemy tak aż woda będzie czysta. Ryż płuczemy min. 5 razy, często potrzeba więcej. Ryż wkładamy do garnka i zalewamy wodą w proporcji 1:1,5. Nie mieszamy, nie solimy wody. Przykrywamy pokrywką. Zagotowujemy i gotujemy na wolnym ogniu 10 minut. Po tym czasie odstawiamy garnek na następne 10 do 15 minut. W tym czasie ryż wchłonie resztkę wody. Teraz możemy już zdjąć pokrywkę i wystudzić ryż. Tradycyjnie ryż studzi się na drewnianej tacce, używając do tego wachlarza. Nie mieszamy ryżu, tylko tak jakby kroimy go drewnianą szpatułką. Mieszanie mogłoby uszkodzić ziarenka i ryż stałby się za bardzo lepiący. Tak przygotowany ryż nadaje się dobrze do sushi i onigiri.
Jeśli będziemy używać tego ryżu do sushi trzeba jeszcze go doprawić. Na 1 szklankę ryżu potrzebujemy 4 łyżki octu ryżowego. U mnie proporcje składników są mniej więcej takie:
1 część octu ryżowego
1/2 części cukru
1/8 części soli
Ocet mieszamy z cukrem i solą, aż się rozpuszczą. Równomiernie polewamy nim ryż i delikatnie łączymy za pomocą drewnianej szpatułki.
Grzyby namaczamy na noc. Gotujemy w tej samej wodzie 20 minut. Studzimy, a następnie kroimy drobno albo mielimy w maszynce. Cebulę drobno kroimy, podsmażamy na oleju. Dodajemy grzyby. Doprawiamy solą i pieprzem. Podsmażamy wszystko razem. Studzimy.
Przesiewamy mąkę, dodajemy jajka i szczyptę soli. Mieszamy. Następnie po trochu wlewamy ciepłą wodę. Wyrabiamy ciasto, jeśli jest za suche dolewamy wody. Postępujemy tak aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. U mnie mąka wchłonęła niecałe dwie szklanki wody – w zależności od mąki może to być mniej albo więcej. Dzielimy je na kilka części. Jedną zostawiamy do wałkowania, a resztę zawijamy w folię. To ważne, bo ciasto szybko wysycha.
Wałkujemy cienko. Kroimy na kwadraty o boku 5 cm. Na środek każdego kwadratu kładziemy trochę farszu. Żeby ciasto lepiej się sklejało smarujemy brzegi odrobiną wody. Składamy na pół wzdłuż przekątnej. Następnie składamy jeszcze raz na pół wokół palca i sklejamy, tworząc uszko. Gotowe uszka trzymamy pod ściereczką, żeby za bardzo nie wyschły. Z takiej porcji wyszło mi trochę ponad 200 uszek.
Wrzucamy uszka do wrzącej wody i gotujemy do momentu wypłynięcia. Rozkładamy na tackach, studzimy. Następnie tak rozłożone wkładamy do zamrażalnika na co najmniej godzinę. Potem można je już przełożyć do woreczków – nie posklejają się.
W Święta zamrożone uszka wrzucamy do garnka z wrzącą wodą i gotujemy do momentu wypłynięcia – wtedy powinny być już dobre do jedzenia.
Wiśnie drylujemy i wrzucamy do słoja. Dorzucamy migdały, przekrojone na pół, razem ze skórką oraz goździki. Wsypujemy 100 g cukru. Zalewamy wódką i rumem, i odstawiamy w ciemne miejsce na 5 tygodni. Po tym czasie zlewamy płyn do butelki, a owoce zasypujemy 200 g cukru. Zostawiamy na 2-3 dni aż owoce puszczą sok, a cukier się rozpuści. Można co jakiś czas potrząsnąć słojem. Potem odcedzamy owoce i oczywiście zachowujemy je, ponieważ same w sobie są pyszne Mieszamy sok z owoców z alkoholem, przelewamy do butelki i odstawiamy na jakieś 2-3 miesiące.