Piwo grzejemy w mikrofali aż będzie gorące. Zaleca się uprzednie wygazowanie piwa poprzez kilkukrotne zamieszczanie go, lub otworzenie odpowiednio wcześnie. Nie zdarzyło mi się by piwo uciekło w mikrofali, ale z tego co słyszałem to zdarza się w przypadku grzania na tradycyjnej kuchence.
Żółtko ucieramy z cukrem na kogel-mogel.
W małym garnuszku gotujemy odrobinę wody do której dorzucamy przyprawy (goździki, cynamon, wanilię, gałkę muszkatołową, miód i co tam jeszcze mamy pod ręką).
Gdy wszystko jest gotowe wrzucamy kogel-mogel do kufla, zalewamy ostrożnie gorącym piwem i dolewamy naszą miksturę z przyprawami (najlepiej przecedzić by goździki potem nie utrudniały picia). Ostrożnie mieszamy całość i już możemy się delektować tym cudownym trunkiem. Naprawdę rozgrzewa, więc jest idealne na zimowe wieczory i wszelkie przeziębienia.
UWAGA: piwo może wykipieć, więc radzę postępować bardzo ostrożnie. Przestrzegam przed brutalnym wrzucaniem czegokolwiek do gorącego piwa, bo może mieć to katastrofalne skutki
Chciałbym życzyć wszystkim odwiedzającym naszego bloga wszystkiego najlepszego na nadchodzący Nowy Rok. Niech ten 2010 rok przyniesie wam wiele szczęścia i radości. Niech spełnią się wasze wszystkie marzenia.
Dzisiaj szampańskiej imprezy, samych smakołyków na stole i dobrej zabawy! Oby kac był jutro dla was miłosierny
Jeżeli jeszcze nie macie pomysłu co by tu wypić zerknijcie na nasze drinki, bo uzbierało się trochę ciekawych przepisów, które być może was zainteresują i postanowicie je wypróbować. Jeżeli tak to koniecznie dajcie znać w komentarzach.
Grzyby należy namaczamy na noc, a następnie gotujemy w tej samej wodzie (około 40 minut). Kapustę drobno kroimy. Gotujemy w wywarze z grzybów. W międzyczasie kroimy grzyby i cebulę. Grzyby dodajemy do kapusty. Cebulę lekko podsmażamy z dodatkiem łyżeczki cukru, szczypty soli i pieprzu. Następnie również dodajemy do kapusty. Kapustę gotujemy aż będzie zupełnie miękka. Trwa to około 40 minut. Dodajemy do niej łyżkę masła, doprawiamy solą i pieprzem.
Teraz czas na ciasto. Przesiewamy mąkę, dodajemy jajka, olej i szczyptę soli. Mieszamy. Następnie po trochu wlewamy ciepłą wodę. Wyrabiamy ciasto, jeśli jest za suche dolewamy wody. Postępujemy tak aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. U mnie mąka wchłonęła niecałe dwie szklanki wody – w zależności od mąki może to być mniej albo więcej. Dzielimy je na kilka części. Jedną zostawiamy do wałkowania, a resztę odkładamy i przykrywamy ściereczką. To ważne, bo ciasto szybko wysycha.
Ciasto wałkujemy cienko. Szklanką lub foremką do pierogów wycinamy kółka. Dobrze jest też przykrywać je ściereczką, żeby nie wysychały. Do każdego kółka nakładamy porcję farszu, składamy na pół i sklejamy brzegi. Można posmarować brzegi odrobiną wody, wtedy lepiej się sklejają. Przygotowane do gotowania pierogi również układamy pod ściereczką. Lepiej nie kłaść jedne na drugich bo mogą się pozlepiać. Najlepiej robić porcjami – wycinać trochę, nakładać farsz, ugotować, a potem następną porcję tak samo. Chyba, że macie dużo miejsca, żeby układać surowe pierogi Ja mam niedużą kuchnię, więc robiłam po około 20-30 sztuk. Z tej ilości składników wyszło ogółem około 130 pierogów.
Pierogi wrzucamy na około 5 minut do wrzącej, lekko osolonej wody z dodatkiem łyżki oleju. Ugotowane pierogi zostawiamy do wystygnięcia. Jak lekko przestygną dobrze jest je poprzekładać, bo mogą się sklejać.
Kiedy wszystkie pierogi są już ugotowane i zupełnie wystygły, możemy zabrać się za zamrażanie. Każdego pieroga smarujemy olejem. Pierogi dzielimy na porcje, wrzucamy do woreczków i do zamrażarki.
Przed jedzeniem pierogi należy jeszcze trochę podgotować – powinny być dobre jak wypłyną na powierzchnię.
Seler, kukurydzę i orzechy przełożyć do miski i wymieszać. Doprawić majonezem, szczyptą soli i czosnkiem. Ząbek czosnku nie powinien być duży, bo zdominuje smak, a ma tylko lekko go podkreślić. Odstawić na trochę, żeby smaki się przegryzły.
I gotowe – proste i smaczne.
Dla mnie – wielbicielki orzechów i selera – ta sałatka to poezja
Czy marzyliście kiedyś o własnym domku z piernika? Możecie go sobie zrobić – to naprawdę nie jest takie trudne jak mogłoby się wydawać Ja spróbowałam i teraz co roku robimy z Sefsem domki z piernika
Składniki na jeden domek:
250 g mąki
100 g miodu
100 g cukru pudru
60 g margaryny
1 jajko
1 płaska łyżeczka sody
szczypta soli
1 przyprawa do pierników
kolorowe landrynki
Na lukier:
cukier puder
śmietana 30%
barwniki
cukier do zrobienie karmelu
Wcześniej przygotowujemy sobie szablony z papieru na ściany, dach i podstawę domku. Ilość ciasta jest przewidziana na domek o wysokości ok. 15 cm i długości ok. 15 cm.
Na blat przesiewamy mąkę z sodą i solą. Dodajemy miód, jajko, cukier puder, margarynę, przyprawę do pierników. Zagniatamy ciasto, żeby było gładkie. Piekarnik rozgrzewamy do temp. 180 stopni. Rozwałkowujemy ciasto na grubość ok. 3 mm. Przykładamy szablony do ciasta i wycinamy elementy większe od szablonów o około 1 cm z każdej strony. Ostrożnie przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. W ścianach wycinamy okna za pomocą kieliszka lub foremki. W jednej ściance wycinamy drzwi. Z ciasta, które zostanie robimy małe pierniczki. Pieczemy około 6-7 minut aż się zarumienią, ale będą jeszcze miękkie. Wyciągamy elementy z piekarnika i czekamy aż lekko przestygną. Jeszcze ciepłe docinamy do wymiarów szablonów. Ścinki zjadamy ze smakiem Landrynki kruszymy (pokruszone szybciej się rozpuszczą i możemy kombinować z kolorami). Wsypujemy je w otwory okienne (dość dużo) i pieczemy jeszcze chwilę, do rozpuszczenia się cukierków. Blachę wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy na kilka minut, żeby płynne landrynki zastygły.
Po całkowitym wystygnięciu pierników możemy zabrać się za konstruowanie domku. Cukier (3 łyżki) rozpuszczamy na suchej małej patelni (uważamy, żeby nie przypalić). Pierwszą ściankę przytrzymujemy przy podstawie domku i nożem nakładamy karmel wewnątrz na styku obu elementów. Trzeba bardzo uważać, żeby nie poparzyć się gorącym karmelem. Postępujemy tak samo z następnymi elementami, nakładając karmel w miejscach gdzie elementy się stykają. Jeśli karmel zastygnie można ponownie go podgrzać.
Kiedy domek jest już złożony przygotowujemy lukier. Do miski wsypujemy cukier puder. Ilość zależy od tego ile lukru potrzebujemy. Śmietanę dodajemy po łyżeczce i ucieramy na gładką masę, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji (lukier ma być gęsty, ale nie za bardzo, żeby można było go łatwo wyciskać ze szprycy). Lukier można zabarwić barwnikami spożywczymi, albo kakao, kurkumą, sproszkowaną papryką, blue curacao, sokiem malinowym.
Lukrujemy domek i zostawiamy go na co najmniej dobę, żeby lukier dobrze wysechł.
Domek jest już gotowy – może stanowić efektowną ozdobę stołu lub wyjątkowy prezent
Bonus od sefs’a:
Co prawda już po świętach, ale widzę, że było bardzo duże zainteresowanie piernikowym domkiem. Sporo ludzi szukało szablonu, więc podaję wymiary jakie my użyliśmy. Domek jest średniej wielkości. Wystarczająco duży by dostrzec go na stole i zarazem na tyle mały by nie wadził nikomu. Dorzuciłem także dwa nowe zdjęcia.
1 lub 2 przeciery pomidorowe ( w lecie kilka dojrzałych pomidorów )
sól
pieprz
1 łyżka ostrej papryki
Warzywa (oprócz pomidorów) kroimy i wrzucamy do garnka. Podsmażamy na 2 łyżkach oleju, około 10 minut. Zalewamy 4 szklankami wody. Dodajemy kostkę warzywną, bazylię, oregano i cukier. Gotujemy około 30 minut – wszystkie warzywa mają być miękkie. Jeśli robimy wersję z pomidorami to przed zmiksowaniem dodajemy sparzone, obrane i pokrojone pomidory. Miksujemy zupę. Jeśli robimy wersję z przecierem pomidorowym to dodajemy go po zmiksowaniu. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i ostrą papryką. Można dodać jeszcze trochę bazylii. Jeśli ktoś lubi ostre potrawy polecam na koniec doprawić zupę kilkoma kroplami sosu tabasco.
Dziś wpadłem na bardzo ciekawy przepis, którym postanowiłem się podzielić z kilku powodów. Po pierwsze jest niezły. Po drugie zdrowy.
Niby nic specjalnego. Bierzemy jajka, wbijamy do miseczki, dokładamy 4 łyżeczki otrębów i mieszamy ze sobą. Można dodać nieco soli. Wylewamy wszystko na gorącą patelnie i smażymy po obu stronach.
Otręby mogą być pszenne, owsiane, żytnie, orkiszowe – jakie tam mamy pod ręką to sypiemy. Jak zmieszamy kilka rodzajów to też nie powinno wybuchnąć.
Teraz kilka słów dlaczego ten przepis jest taki fajny. Po pierwsze to doskonały przepis dla odchudzających się. Otręby to bogate źródło błonnika, który w żołądku pęcznieje i daje poczucie sytości na długi czas. Do tego błonnik działa zbawiennie na nasz układ pokarmowy i oczyszcza organizm z toksyn. Dodatkowo otręby są bogatym źródłem mikro- i makroelementów, w tym żelaza, magnezu, wapnia, cynku, potasu, witamin z grupy B i białka. Otręby regulują pracę przewodu pokarmowego, zwiększa wydalanie kwasów żółciowych oraz cholesterolu w organizmie.
Z drugiej strony nie ma co przesadzać z otrębami i sypać ich do wszystkiego gdyż większa ilość może zaszkodzić. Jeżeli jednak chcieliście wprowadzić do swojej diety trochę błonnika, a nie mieliście pomysłu co ugotować – ten przepis jest dla was!
Beaujolais nouveau (czyt: Bożole Nuwo) – to młode, lekkie, owocowe wino pochodzące z rejonu Beaujolais na północ od Lyon we Francji. Beaujolais spożywa się już 6 tygodni po winobraniu. Wino to nie leżakuje i spożywa się je od 20 listopada, tzw. święto Beaujolais, do grudnia.
Święto młodego wina przysporzyło sobie sporą sympatię w całej Europie, gdzie Beaujolais 20 listopada można zakupić w wielu supermarketach. Cena zazwyczaj oscyluje w okolicach 25zł za butelkę, lecz można znaleźć także droższe odmiany.
Biorąc pod uwagę stosunek cena/jakość to moim zdaniem całkiem drogo Wino jednym zdaniem nie powala smakiem. Jest cierpkie i “nerwowe”. Może nie jestem koneserem wina, ale zdecydowanie zdarzyło mi się pić lepsze wina. Tradycja to jednak tradycja i dzisiaj również wybieram się posmakować tegorocznego specjału. Ktoś musi zawyżać statystykę, która mówi, że święto młodego wina z roku na rok traci na swej atrakcyjności, a producenci Beaujolais nie mają ostatnimi laty zbyt wielu powodów do radości.
Carving jest sztuką rzeźbienia w owocach i warzywach, mająca na początku charakter ekskluzywny. Sztuka ta wywodzi się dalekiego wschodu (z Chin, Tajlandii, Japonii), gdzie ozdoby pojawiały się jedynie na cesarskich dworach. Od X wieku naszej ery carving powoli zaczął rozprzestrzeniać się na stołach klasy średniej. Dziś za ojczyznę carvingu uważa się Tajlandię, gdzie jest uznawany za dziedzictwo narodowe.
Obecnie carving staje się popularny na całym świecie. Organizowanych jest wiele szkoleń, a książki i akcesoria są bardzo łatwo dostępne.
Sądzę, że nic bardziej nie zachwyci gości na imprezie niż tak ozdobiony stół: